niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział drugi

W jednym dniu moje życie stało się koszmarem.
Praktycznie nie wychodzę z domu. Nie ruszam się stamtąd o krok, od ponad tygodnia. Jason codziennie puka do moich drzwi i prosi, żebym w końcu coś zjadła. Co ja go obchodzę? Przecież jestem tylko ciężarem, odkąd przejął nade mną opiekę, po śmierci rodziców. Boję się tego chłopaka. Spotkałam go trzy razy, nie wiem, jak ma na imię i nie znam jego historii. Ale się boję.

~*~

Po moim tygodniu spędzonym w domu brat siłą wyciągnął mnie z pokoju i podwiózł mnie do szkoły. Nie dość, że beznadziejnie wyglądałam w za dużej bluzie mojego starszego brata i legginsach, to też się tak czułam... Nic nie umiem i muszę ukrywać się przed tamtym chłopakiem, co nie powinno być trudne. Pierwszą lekcją była matematyka na samym końcu szkoły. Idąc w stronę mojej szafki cały czas rozglądałam się dookoła żeby przez przypadek nie spotkać zielonookiego, a gdybym go spotkała uciekłabym najprawdopodobniej do łazienki.
Z moim szczęściem on tam był. Tym razem bez tej dziewczyny, pisał coś na telefonie i się nie rozglądał. Oczywiście jestem genialna, więc zerwałam się do ucieczki i usłyszałam za sobą kroki.
Mam dużego farta, że z biegania byłam zawsze najlepsza. Bez trudu pokonałam drogę do łazienki, kiedy odbył się dzwonek na lekcje. Zamknęłam się w kabinie i czekałam. Czekałam, czekałam, i nic... Cisza, może mnie nie zauważył?
Stanęłam na kiblu i spojrzałam nad siebie, pomieszczenie było puste.
Okej, czas spadać, już i tak jestem spóźniona.
Wyszłam z toalety i popędziłam na lekcje, ale w jednej chwili przystanęłam. Usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Przyległam do ściany i nasłuchiwałam.
-Hazz, pozbądź się jej.
-Daj spokój, kotku. Co ktoś taki jak ta wariatka może nam zrobić?
-Ona nam przeszkadza, nie widzisz tego? Jest przy nas cały czas, czasami mam wrażenie, że nas śledzi- prychnęłam cicho pod nosem. Śledzę? Chyba raczej was unikam.
-Jeżeli masz zamiar gadać takie bzdury Jessica, to lepiej się zamknij.
-Nie mów mi co mam robić, Harry. Chociaż w sumie, masz racje, co ta brzydula może nam zrobić? Właśnie nic, bo jesteś mój- powiedziała z satysfakcją, taa... jest twój, szczerze Ci współczuje.
-Zapamiętaj to sobie, nigdy nie będę, nie byłem i nie jestem twój!- krzyknął tak, że aż sama podskoczyłam w miejscu. Szłysząc kroki w moją stronę szybko popędziłam do sali matematycznej mając nadzieje, że tym razem mnie nie zauważył.
-Panno Rabie, proszę do mojego gabinetu- usłyszałam głos dyrektora za mną. Super! Nie dość, że prawie zostałam przyłapana przez tamtego chłopaka to jeszcze przyłapali mnie na spóźnieniu się, a raczej nie przyjściu na lekcję.
Odwróciłam się na pięcie w stronę dyrektora i posłałam mu fałszywy uśmiech. Szybko ruszył w kierunku swojego gabinetu, a ja za nim. Brat mnie zabije, to oficjalne. Niechodzenie do szkoły przez tydzień i jeszcze opuszczanie lekcji.
-Panie Styles, gdzie się pan wybiera?!- krzyknął dyrektor, nie wiem kiedy, ale byliśmy pod drzwiami jego gabinetu. Podniosłam głowę i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje na prawdę! To ten chłopak, którego się tak strasznie bałam! Chłopak dopiero po kilku minutach zorientował się, że nie jest sam z dyrektorem i przeniósł wzrok na mnie. Na jego twarzy momentalnie pojawił się ten zadziorny uśmieszek, który mnie wręcz obrzydza. Szybko opuściłam wzrok i weszłam do sekretariatu, gdzie przywitałam się z sekretarką szkolną. Po przywitaniu od razu skierowałam się na prawo gdzie znajdowały się drzwi do "królestwa" naszego dyrektora. Zamknęłam drzwi, ponieważ wchodziłam ostatnia i usiadłam na krześle, które wskazał mi kierownik szkoły. Po mojej prawej stronie siedział Styles, a na przeciwko siebie miałam wielkie biurko, za którym oczywiście siedziała osoba, która nas tu sprowadziła.
-Zacznijmy od Ciebie- wskazał palcem na Harry'ego- Zrobiłem panu wielki wyjątek, Panie Styles. Zgodziłem się na zapis do szkoły w trakcie roku szkolnego. I jak pan mi to odpłaca, hmm?
Po tych słowach byłam niemalże pewna, że spuści głowę i przeprosi cicho, ale tylko lekko się uśmiechnął z zmierzył dyrektora pewnym siebie spojrzeniem.
-Nie wiem, czy pan wie, ale są ważniejsze rzeczy od nauki.
-Słucham?!- O boże, on zaraz wybuchnie.
-Powiedziałem: są ważniejsze rzeczy od nauki.
-Na przykład twoja dziewczyna?-prychnęłam bezmyślnie. Zanim zorientowałam się, co zrobiłam, dyrektor nagle zaczął się śmiać, a Styles spojrzał na mnie z oburzeniem, ale też lekkim rozbawieniem.
-Ktoś się wkopał...-powiedział, kiedy już mu trochę przeszło- I jakby tu pana ukarać?
Chłopak westchnął i spojrzał w sufit.
-Dobrze, zastanowię się... Przejdźmy więc do ciebie, Jasmine.- odparł basowym tonem. Och, jestem w centrum zainteresowania! Jak miło.- Tydzień opuszczania zajęć i jeszcze to? Może to ty jesteś tą dziewczyną, o której mówiłaś?
Z lekkiego uśmieszku chłopaka o brązowych włosach przybrał pokerową twarz. Hahaha, bardzo śmieszne, dlaczego nikt się nie śmieje? A temu znowu co strzeliło do głowy? Eh...
-Byłam chora. Mam...skręcony nadgarstek- postanowiłam zignorować jego uwagę.
-Widzę, że twoja lewa ręka jest w pełni sprawna- odparł- W sobotę pomalujecie budynek rekreacyjny szkoły. Obydwoje.- powiedział lodowatym tonem- No, a teraz na lekcje. Już!

Kilka dni później

~*~
Dziewczyna o włosach w kolorze mlecznej czekolady i łososiowym sweterku stała oparta o ścianę przy szkolnym korytarzu. Nie zauważyła mnie, a sam nie zamierzałem się do niej zbliżać, więc zachowałem dystans dzielący nas dystans dwudziestu metrów i przystanąłem obok drzwi gabinetu dyrektora.
Spojrzałem na dziewczynę i zauważyłem strużki wody na jej twarzy. A tej co się stało? Może podszedłbym bliżej, ale, jakby to ująć, nie przypadliśmy sobie do gustu. Nie, no muszę coś zrobić.
-Już jestem!- krzyknąłem entuzjastycznie, a ta gwałtownie przeniosła na mnie wzrok. Otworzyła buzię, ale błyskawicznie ją zamknęła i otarła łzy z policzków i skupiła się w nieobecnym patrzeniu w jeden punkt.
Podszedłem bliżej, tak, aby dzieliło nas tylko kilkadziesiąt centymetrów i osunąłem się zmęczony po ścianie.
-Przechlapane z tym malowaniem farb, nie?-zapytałem, na co przez ułamek sekundy na jej twarzy pojawił się uśmiech- Słuchaj, muszę Cię o coś zapytać. Czy to...- złapałem ją za zabandażowany nadgarstek.
-Tak-odparła oschle, wyrywając się z uścisku.
-O Boże. Przepraszam.- zrobiło mi się cholernie głupio, nieważne, jakim dupkiem powierzchownie byłem.
-Och, ależ nie ma sprawy- odparła ironicznie, w tym samym momencie, w którym dyrektor wyszedł z gabinetu.
-Gotowi?- zapytał basowym głosem, trzymając w ręce dwa pędzle i tubkę farby umieszczone w wiadrze.
-A mamy jakieś wyjście?-zapytałem z niewinnym sarkazmem w głosie. Na moje szczęście zignorował uwagę i zaczął iść w stronę wyjścia, gestem ręki wskazując nam iść w jego stronę.


~*~
"Jeżeli ma zamiar udawać miłego i sympatycznego po tym, co mi zrobił, niech lepiej już w ogóle się nie odzywa"- pomyślałam, patrząc kątem oka na sylwetkę chłopaka idącego obok mnie. Lekko przygryzał dolną wargę, wyglądał jakby się nad czyś zastanawiał. Jego zielone oczy, które jeszcze wczoraj miały chłodny odcień, dziś wyglądały cieplej i łagodniej. Widziałam nawet te iskierki w jego oczach. Zanim zdążyłam odwrócić wzrok, przyłapał mnie na gapieniu się i spojrzał na mnie zrezygnowany, więc skupiłam wzrok na fioletowej marynarce dyrektora.
-Widzicie tę ścianę?-zapytał po chwili, kiedy doszliśmy już do miejsca docelowego- Przydałoby się odnowienie. Jak skończycie, przynieście mi z powrotem pędzle.- przeniosłam wzrok na mur. Poszarzała, zdarta farba, gdzieniegdzie pomalowane sprayem grafitti.
-Zaraz, przecież nie skończymy tego do wieczora!-krzyknął zirytowany...jak mu tam? Styles?, marszcząc brwi.
Wydaje mi się, że zapowiada się cudowny dzień.
Dyrektor tylko uśmiechnął się i zniknął za rogiem. Spojrzałam niepewnie na chłopaka, ale ten tylko westchnął.
-Słuchaj, strasznie mi przykro. Wiem, że powinienem bardziej panować nad agresją.
Gwałtownie spojrzałam mu w oczy. Cóż, muszę powiedzieć, że tu mnie zaskoczył!
-Nie ma sprawy, nie powinnam była...Ciebie, Was podglądać. Uwierz mi, nie chciałam, mam tak, że jak kogoś zobaczę, nie potrafię się ruszyć, zanim ujawni się moja obecność- odparłam łagodnie. Zaśmiał się pod nosem i zanurzył pędzel w farbie.
-Czyli między nami kwita?
-Kwita- wystawił do mnie rękę złożoną w pięść. W pierwszej chwili pomyślałam, że chce mnie uderzyć, no ale to bardziej wyglądało na żółwika. Przybiłam go szybko i również zabrałam się do pracy.
-Mam pewien pomysł- powiedział po chwili. Spojrzałam na niego pytająco- Szczerze: chce Ci się tyle pracować?
-Um, chyba logiczne, że nie?
-Zaczekaj tu chwilę.
Oddalił się kilka kroków, wybierając numer kogoś komórki.

Parę chwil później

-To może skoczymy na lody albo gdzieś?-zapytał.
-Spoko-odparłam lekko. Nie mogę uwierzyć, że Hazza wynajął ekipę budowlaną. Serio: jaki normalny człowiek tak robi? Dobra, pomińmy fakt, że jak zobaczyłam tych facetów dostałam napadu głupawki, ale hmm, tak się nie robi, co nie?

Zatrzymaliśmy się przy budce z lodami.
-I wtedy on powiedział: my się znamy?!-dokończył swoją opowieść Lokowaty.
Zaśmiałam się.
-To ja poproszę miętowe- powiedziałam.
-Dwie kulki miętowych, poproszę!- krzyknął Hazza, a ja zaczęłam szperać w torebce w poszukiwaniu portfela.- Co Ty robisz?
-Płacę za lody?
-Haha, chciałabyś. Chowaj to, mała, jestem przecież twoim dłużnikiem.
-Oj, no dobra-odparłam zrezygnowana.
-Razem będą trzy dolary.-rzekła pani przy kasie. Wyczułam lekką ostrość w jej głosie.
-Ehkm... Och, cześć, Emily.-powiedział nagle Hazza, jakby znał tą kobietę. What is going on here?
-Po pierwsze: odkąd jesteśmy na Ty?- prychnęła- Po drugie: Nie rozmawiam z osobami, które ranią moją przyjaciółkę, tak?
Hazza przez chwilę zacisnął pięści, a łagodność zniknęła szybko z zieleni jego oczu.
-Ta jak zwykle rozpowiada wszystkim, jaki to ja zły i niedobry!-krzyknął z oburzeniem, po czym przewrócił oczami.- Po prostu się pokłóciliśmy, tyle.-jęknął.
Chrząknęłam znacząco, dając do zrozumienia, że nadal tu jestem. Chłopak spojrzał w moją stronę i wysilił się na uśmiech.
-Idziemy?-zapytał łagodnie. Kiwnęłam głową.-Przepraszam za tamto- powiedział, kiedy wyszliśmy.
Okej, no to jeszcze raz: który normalny chłopak przeprasza za błahostki? I jeszcze do tego w jego głosie jest takie poczucie winy, jakby zabił człowieka. To słodkie.

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział pierwszy

24 kwiecień
 
Okolice Holmes Chapel 6:30 

Obudziły mnie promienie słońca... Dobra, kogo ja próbuję oszukać, to był mój budzik. Jak ja go kocham(da się wyczuć tą ironię, prawda?)...
Zaczęłam walić w niego prawą ręką, ale dzwonienie nie ustępowało. W końcu się poddałam i wyszłam z mojej białej pościeli, wlokąc się powoli do łazienki. Zdjęłam z siebie koszulkę z logiem Coca-Coli i spodnie w biało-czerwoną kratkę, po czym weszłam pod prysznic. Umyłam się dokładnie, śpiewając sama do siebie piosenkę Under, po czym wyszłam z prysznica, założyłam szlafrok i zaczęłam suszyć włosy, ale nagle usłyszałam cichy śmiech dobiegający zza drzwi. Otworzyłam je i ze skrzyżowanymi rękoma przyglądałam się mojemu kochanemu braciszkowi leżącemu na podłodze i wijącemu się ze śmiechu.
-Już Ci przeszło?- zapytałam po chwili.
-Only you can treat me under-naśladował mój głos piskliwym wrzaskiem, po czym ponownie wybuchnął śmiechem.
-Ja tak nie śpiewam!-oburzyłam się, zmarszczyłam brwi i podniosłam podbródek do góry, tak zwany foch a'la Jasmine. Nie miałam dłużej ochoty oglądać tego niestabilnie psychicznego faceta, więc weszłam z powrotem do łazienki. I pomyśleć, że łączy nas pokrewieństwo... Akurat.
Skończyłam suszenie moich czerwonych kłaków i lekko je wyprostowałam. Ubrałam na siebie kremową sukienkę z koronkowymi wykończeniami i lekko się pomalowałam.
-Wychodzę!-krzyknęłam, wciskając słuchawki w uszy, tak na wszelki wypadek, gdyby braciszek zaczął krzyczeć, że chce kanapkę. Tak, owszem, 23 latek nie potrafiący posmarować kromki chleba. Z kim ja żyję?
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę szkoły. Trzeba będzie przepisać od kogoś fizykę... Tyko kto mi da ją przepisać? 

Wpatrzona w swoje trampki przemierzałam ulicę. Po chwili usłyszałam warkot silnika, czarny Rang Rover przejechał obok mnie i wjechał w kałużę błota, która po chwili wylądowała na mojej sukience.
Krzyknęłam poirytowana, a samochód z piskiem opon zatrzymał się.
-Co Ty zrobiłeś?!- wrzasnęłam, kiedy szyba samochodu się otworzyła i ukazał mi się brunet o szmaragdowych oczach.- Spóźnię się do szkoły! Ty pierdolony idioto!- przyglądał się mi z lekkim uśmiechem.- I z czego ryjesz, palancie?!- warknęłam już ciszej.
-Lepiej uważaj, co mówisz, bo nie będzie za kolorowo- odparł jak gdyby nigdy nic.
-Słucham?!- prychnęłam oburzona, ale tylko rzucił mi spojrzenie, które zmroziło mi krew w żyłach i... odjechał. Wziął i odjechał, idiota jeden, nie przeprosił nawet.
Trochę mnie wystraszyło jego zachowanie, po chwili zauważyłam jak ręce mi drgają. A co, jak on gadał poważnie? Kurde, wyglądał mi na bad boya...
Szybko nie zwracając uwagi na plamę, która tworzy się na mojej sukienki popędziłam do szkoły. Otwierając drzwi budynku zorientowałam się, że jeszcze lekcja, która odbywała się przed rozpoczęciem moich lekcji się nie skończyła. Okej, mam czas aby dojść do szafki i wziąć jakieś ubranie. Dzięki Bogu zostawiłam tam jakieś kilka dni temu. Przemierzając korytarz szkolny usłyszałam jakieś szepty, a przez to, że jestem ciekawską osobą musiałam zobaczyć co się dzieje. Po tym jak się skradłam zobaczyłam tego, pożal się boże chłopaka z jakąś dziewczyną. Nie powiem, że nie, ładna była. Po krótkiej wymianie słów zielonooki wpił się w usta brunetki. Jak ona może być z kimś takim? Zanim się zorientowałam ich pocałunek dobiegł końca. Chłopak popatrzył w moją stronę i chyba mnie zauważył. Szybko ruszyłam w kierunku szafki wzięłam ubranie na zmianę i pobiegłam do damskiej toalety. Przebrałam się  w ciemne rurki i w luźniejszą kremową bluzkę. 

Wychodząc z łazienki ktoś mnie złapał za nadgarstek i przycisnął do ściany. Musiałam podnieść głowę do góry, aby zobaczyć te ciemnozielone oczy.
- Nie ładnie tak podglądać, wiesz?
-Ja Cię nie... Ał!-wrzasnęłam, kiedy wbił swoje paznokcie w moją dłoń i wykręcił ją.
-Niczego nie widziałaś, suko.- warknął, odwrócił się na pięcie i skręcił za rogiem korytarza, tyle go widziałam.
Ja chyba na prawdę zaczynam się bać...

Pierwszą miałam fizykę, ale przyszłam na lekcję piętnaście minut po czasie. Nie mogłam prawie ruszać nadgarstkiem, ten idiota mi coś zrobił z ręką... Poszłam do pielęgniarki, prawie od łokcia moją rękę owijał biały bandaż. Jezu, nawet strach o nim myśleć. Czego on ode mnie chce?
-Och, jak miło, że panna Rabie raczyła zjawić się na zajęciach- powiedział sarkastycznie pulchny mężczyzna z binoklami na twarzy, pan Brinley.
-Byłam u pielęgniarki szkolnej- odparłam oschle, zajmując miejsce na samym końcu klasy. Nie odpowiedział, tylko wrócił do omawiania tematu. Szczerze powiedziawszy, musiałam się nieźle wysilić,żeby udawać, że słucham, o czym gada. Zrozumiałam tylko coś w stylu "sratatata". Na okładce zeszytu zaczęłam rysować zielone oczy, a następnie w nich iskierki złości. Oczy tego chłopaka.

Lekcje minęły w ekspresowym tempie. Zadzwoniłam po Jasona, żeby po mnie przyjechał i teraz czekałam sobie na niego w ulewie. Przyjedź, braciszku, no, przyjeżdżaj...
Po drugiej stronie ulicy zauważyłam dwie postacie. Przyjrzałam się dokładnie. On z tą dziewczyną... Boże, współczuję jej trochę. Ale cóż, jej głupi wybór.
Dziewczyna wyszeptała coś do chłopaka, na co ten błyskawicznie odwrócił się w moją stronę. Zmierzył mnie spojrzeniem porównywalnym do dzisiejszej ulewy, po czym zaczął iść w moją stronę.
Nie.
Odejdź.
Zostaw mnie w spokoju.
Zrobiłam kilka niepewnych kroków do tyłu. Co mi teraz zrobi? Jednym ruchem był zdolny do wykręcenia mi ręki, mógłby mnie zabić małym palcem... Powinnam uciec? Nie potrafię. Chłód bijący z jego zielonych tęczówek sprawił, że zamarłam. Stanęłam w miejscu i nie byłam w stanie się ruszyć, niczego krzyknąć.
Dystans pomiędzy nami stale się zmniejszał. Uciekaj. 
Usłyszałam wakot silnika i czerwona terenówka zablokowała mu drogę w moją stronę. Jason! Chyba pierwszy raz w życiu się do czegoś przydał...
-Cześć- powiedziałam z pokerową twarzą, wchodząc do samochodu. Starałam się opanować łzy, które same cisnęły mi się do oczu.
-Hej, chłopie- odparł, naciskając pedał gazu- Co Ci się stało w rękę?
Poczułam ciepły strumień na twarzy i szybko się odwróciłam w stronę okna.
-Nic takiego, przewróciłam się i już.- Nie mogę mu powiedzieć, co, jeżeli ten psychol zrobi coś jedynej osobie, która jest dla mnie ważna?
-Co się dzieje, Jas? Problemy z chłopakiem?- jedną rękę położył na moim ramieniu.
Dokładnie, zgadł.
-Tak... mniej więcej. Słuchaj, jutro chyba nie pójdę do szkoły, źle się czuję...- skłamałam.
-Okej, jak chcesz. Wiesz, jak dla mnie mogłabyś w ogóle nie chodzić do szkoły, ale jestem za Ciebie odpowiedzialny i tak dalej...- uśmiechnął się pod nosem. Trajkotanie braciszka uważam za otwarte.

Rzuciłam się na łóżko z płaczem, przytulając do siebie zdjęcie moich rodziców. Tak bardzo mi ich brakuje... Czasami po prostu myślę, jaką osobą byłaby, gdyby nadal byli ze mną. Nie opuściłabym się w nauce, a moich ud i nadgarstków nie spowijałyby blizny.
To wszystko zaczyna mnie męczyć. Nagle od nadmiaru problemów poczułam się cholernie zmęczona, i.... i zasnęłam.
___________________________________________________________________________________
Cześć, jestem Julka, ale kogo to w ogóle interesuje? :D
Jest pierwszy rozdział, jestem z niego zadowolona, a szczególnie z części, którą napisała moja genialna współautorka, powitajcie Anitkę! *oklaski* Dziękuję, dziękuję. No, właśnie, jeżeli komuś się spodobało, zostawcie komentarz. 8) xx Julcia~

Cześć, jestem Anita! *cześć Julga, ja tego wcale nie skopiowałam*
Pierwszy rozdział, yay! Ja chciała tylko dodać abyście zobaczyli bohaterów. *na samym dole jest zakładka* Tak więc, dobranoc! XD Anitga. xo