24 kwiecień
Okolice Holmes Chapel 6:30
Obudziły mnie promienie słońca... Dobra, kogo ja próbuję oszukać, to był mój budzik. Jak ja go kocham(da się wyczuć tą ironię, prawda?)...
Zaczęłam walić w niego prawą ręką, ale dzwonienie nie ustępowało. W końcu się poddałam i wyszłam z mojej białej pościeli, wlokąc się powoli do łazienki. Zdjęłam z siebie koszulkę z logiem Coca-Coli i spodnie w biało-czerwoną kratkę, po czym weszłam pod prysznic. Umyłam się dokładnie, śpiewając sama do siebie piosenkę Under, po czym wyszłam z prysznica, założyłam szlafrok i zaczęłam suszyć włosy, ale nagle usłyszałam cichy śmiech dobiegający zza drzwi. Otworzyłam je i ze skrzyżowanymi rękoma przyglądałam się mojemu kochanemu braciszkowi leżącemu na podłodze i wijącemu się ze śmiechu.
-Już Ci przeszło?- zapytałam po chwili.
-Only you can treat me under-naśladował mój głos piskliwym wrzaskiem, po czym ponownie wybuchnął śmiechem.
-Ja tak nie śpiewam!-oburzyłam się, zmarszczyłam brwi i podniosłam podbródek do góry, tak zwany foch a'la Jasmine. Nie miałam dłużej ochoty oglądać tego niestabilnie psychicznego faceta, więc weszłam z powrotem do łazienki. I pomyśleć, że łączy nas pokrewieństwo... Akurat.
Skończyłam suszenie moich czerwonych kłaków i lekko je wyprostowałam. Ubrałam na siebie kremową sukienkę z koronkowymi wykończeniami i lekko się pomalowałam.
-Wychodzę!-krzyknęłam, wciskając słuchawki w uszy, tak na wszelki wypadek, gdyby braciszek zaczął krzyczeć, że chce kanapkę. Tak, owszem, 23 latek nie potrafiący posmarować kromki chleba. Z kim ja żyję?
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę szkoły. Trzeba będzie przepisać od kogoś fizykę... Tyko kto mi da ją przepisać?
Wpatrzona w swoje trampki przemierzałam ulicę. Po chwili usłyszałam warkot silnika, czarny Rang Rover przejechał obok mnie i wjechał w kałużę błota, która po chwili wylądowała na mojej sukience.
Krzyknęłam poirytowana, a samochód z piskiem opon zatrzymał się.
-Co Ty zrobiłeś?!- wrzasnęłam, kiedy szyba samochodu się otworzyła i ukazał mi się brunet o szmaragdowych oczach.- Spóźnię się do szkoły! Ty pierdolony idioto!- przyglądał się mi z lekkim uśmiechem.- I z czego ryjesz, palancie?!- warknęłam już ciszej.
-Lepiej uważaj, co mówisz, bo nie będzie za kolorowo- odparł jak gdyby nigdy nic.
-Słucham?!- prychnęłam oburzona, ale tylko rzucił mi spojrzenie, które zmroziło mi krew w żyłach i... odjechał. Wziął i odjechał, idiota jeden, nie przeprosił nawet.
Trochę mnie wystraszyło jego zachowanie, po chwili zauważyłam jak ręce mi drgają. A co, jak on gadał poważnie? Kurde, wyglądał mi na bad boya...Szybko nie zwracając uwagi na plamę, która tworzy się na mojej sukienki popędziłam do szkoły. Otwierając drzwi budynku zorientowałam się, że jeszcze lekcja, która odbywała się przed rozpoczęciem moich lekcji się nie skończyła. Okej, mam czas aby dojść do szafki i wziąć jakieś ubranie. Dzięki Bogu zostawiłam tam jakieś kilka dni temu. Przemierzając korytarz szkolny usłyszałam jakieś szepty, a przez to, że jestem ciekawską osobą musiałam zobaczyć co się dzieje. Po tym jak się skradłam zobaczyłam tego, pożal się boże chłopaka z jakąś dziewczyną. Nie powiem, że nie, ładna była. Po krótkiej wymianie słów zielonooki wpił się w usta brunetki. Jak ona może być z kimś takim? Zanim się zorientowałam ich pocałunek dobiegł końca. Chłopak popatrzył w moją stronę i chyba mnie zauważył. Szybko ruszyłam w kierunku szafki wzięłam ubranie na zmianę i pobiegłam do damskiej toalety. Przebrałam się w ciemne rurki i w luźniejszą kremową bluzkę.
Wychodząc z łazienki ktoś mnie złapał za nadgarstek i przycisnął do ściany. Musiałam podnieść głowę do góry, aby zobaczyć te ciemnozielone oczy.
- Nie ładnie tak podglądać, wiesz?
-Ja Cię nie... Ał!-wrzasnęłam, kiedy wbił swoje paznokcie w moją dłoń i wykręcił ją.
-Niczego nie widziałaś, suko.- warknął, odwrócił się na pięcie i skręcił za rogiem korytarza, tyle go widziałam.
Ja chyba na prawdę zaczynam się bać...
Pierwszą miałam fizykę, ale przyszłam na lekcję piętnaście minut po czasie. Nie mogłam prawie ruszać nadgarstkiem, ten idiota mi coś zrobił z ręką... Poszłam do pielęgniarki, prawie od łokcia moją rękę owijał biały bandaż. Jezu, nawet strach o nim myśleć. Czego on ode mnie chce?
-Och, jak miło, że panna Rabie raczyła zjawić się na zajęciach- powiedział sarkastycznie pulchny mężczyzna z binoklami na twarzy, pan Brinley.
-Byłam u pielęgniarki szkolnej- odparłam oschle, zajmując miejsce na samym końcu klasy. Nie odpowiedział, tylko wrócił do omawiania tematu. Szczerze powiedziawszy, musiałam się nieźle wysilić,żeby udawać, że słucham, o czym gada. Zrozumiałam tylko coś w stylu "sratatata". Na okładce zeszytu zaczęłam rysować zielone oczy, a następnie w nich iskierki złości. Oczy tego chłopaka.
Lekcje minęły w ekspresowym tempie. Zadzwoniłam po Jasona, żeby po mnie przyjechał i teraz czekałam sobie na niego w ulewie. Przyjedź, braciszku, no, przyjeżdżaj...
Po drugiej stronie ulicy zauważyłam dwie postacie. Przyjrzałam się dokładnie. On z tą dziewczyną... Boże, współczuję jej trochę. Ale cóż, jej głupi wybór.
Dziewczyna wyszeptała coś do chłopaka, na co ten błyskawicznie odwrócił się w moją stronę. Zmierzył mnie spojrzeniem porównywalnym do dzisiejszej ulewy, po czym zaczął iść w moją stronę.
Nie.
Odejdź.
Zostaw mnie w spokoju.
Zrobiłam kilka niepewnych kroków do tyłu. Co mi teraz zrobi? Jednym ruchem był zdolny do wykręcenia mi ręki, mógłby mnie zabić małym palcem... Powinnam uciec? Nie potrafię. Chłód bijący z jego zielonych tęczówek sprawił, że zamarłam. Stanęłam w miejscu i nie byłam w stanie się ruszyć, niczego krzyknąć.
Dystans pomiędzy nami stale się zmniejszał. Uciekaj.
Usłyszałam wakot silnika i czerwona terenówka zablokowała mu drogę w moją stronę. Jason! Chyba pierwszy raz w życiu się do czegoś przydał...
-Cześć- powiedziałam z pokerową twarzą, wchodząc do samochodu. Starałam się opanować łzy, które same cisnęły mi się do oczu.
-Hej, chłopie- odparł, naciskając pedał gazu- Co Ci się stało w rękę?
Poczułam ciepły strumień na twarzy i szybko się odwróciłam w stronę okna.
-Nic takiego, przewróciłam się i już.- Nie mogę mu powiedzieć, co, jeżeli ten psychol zrobi coś jedynej osobie, która jest dla mnie ważna?
-Co się dzieje, Jas? Problemy z chłopakiem?- jedną rękę położył na moim ramieniu.
Dokładnie, zgadł.
-Tak... mniej więcej. Słuchaj, jutro chyba nie pójdę do szkoły, źle się czuję...- skłamałam.
-Okej, jak chcesz. Wiesz, jak dla mnie mogłabyś w ogóle nie chodzić do szkoły, ale jestem za Ciebie odpowiedzialny i tak dalej...- uśmiechnął się pod nosem. Trajkotanie braciszka uważam za otwarte.
Rzuciłam się na łóżko z płaczem, przytulając do siebie zdjęcie moich rodziców. Tak bardzo mi ich brakuje... Czasami po prostu myślę, jaką osobą byłaby, gdyby nadal byli ze mną. Nie opuściłabym się w nauce, a moich ud i nadgarstków nie spowijałyby blizny.
To wszystko zaczyna mnie męczyć. Nagle od nadmiaru problemów poczułam się cholernie zmęczona, i.... i zasnęłam.
___________________________________________________________________________________
Cześć, jestem Julka, ale kogo to w ogóle interesuje? :D
Jest pierwszy rozdział, jestem z niego zadowolona, a szczególnie z części, którą napisała moja genialna współautorka, powitajcie Anitkę! *oklaski* Dziękuję, dziękuję. No, właśnie, jeżeli komuś się spodobało, zostawcie komentarz. 8) xx Julcia~
Cześć, jestem Anita! *cześć Julga, ja tego wcale nie skopiowałam*
Pierwszy rozdział, yay! Ja chciała tylko dodać abyście zobaczyli bohaterów. *na samym dole jest zakładka* Tak więc, dobranoc! XD Anitga. xo
-Ja Cię nie... Ał!-wrzasnęłam, kiedy wbił swoje paznokcie w moją dłoń i wykręcił ją.
-Niczego nie widziałaś, suko.- warknął, odwrócił się na pięcie i skręcił za rogiem korytarza, tyle go widziałam.
Ja chyba na prawdę zaczynam się bać...
Pierwszą miałam fizykę, ale przyszłam na lekcję piętnaście minut po czasie. Nie mogłam prawie ruszać nadgarstkiem, ten idiota mi coś zrobił z ręką... Poszłam do pielęgniarki, prawie od łokcia moją rękę owijał biały bandaż. Jezu, nawet strach o nim myśleć. Czego on ode mnie chce?
-Och, jak miło, że panna Rabie raczyła zjawić się na zajęciach- powiedział sarkastycznie pulchny mężczyzna z binoklami na twarzy, pan Brinley.
-Byłam u pielęgniarki szkolnej- odparłam oschle, zajmując miejsce na samym końcu klasy. Nie odpowiedział, tylko wrócił do omawiania tematu. Szczerze powiedziawszy, musiałam się nieźle wysilić,żeby udawać, że słucham, o czym gada. Zrozumiałam tylko coś w stylu "sratatata". Na okładce zeszytu zaczęłam rysować zielone oczy, a następnie w nich iskierki złości. Oczy tego chłopaka.
Lekcje minęły w ekspresowym tempie. Zadzwoniłam po Jasona, żeby po mnie przyjechał i teraz czekałam sobie na niego w ulewie. Przyjedź, braciszku, no, przyjeżdżaj...
Po drugiej stronie ulicy zauważyłam dwie postacie. Przyjrzałam się dokładnie. On z tą dziewczyną... Boże, współczuję jej trochę. Ale cóż, jej głupi wybór.
Dziewczyna wyszeptała coś do chłopaka, na co ten błyskawicznie odwrócił się w moją stronę. Zmierzył mnie spojrzeniem porównywalnym do dzisiejszej ulewy, po czym zaczął iść w moją stronę.
Nie.
Odejdź.
Zostaw mnie w spokoju.
Zrobiłam kilka niepewnych kroków do tyłu. Co mi teraz zrobi? Jednym ruchem był zdolny do wykręcenia mi ręki, mógłby mnie zabić małym palcem... Powinnam uciec? Nie potrafię. Chłód bijący z jego zielonych tęczówek sprawił, że zamarłam. Stanęłam w miejscu i nie byłam w stanie się ruszyć, niczego krzyknąć.
Dystans pomiędzy nami stale się zmniejszał. Uciekaj.
Usłyszałam wakot silnika i czerwona terenówka zablokowała mu drogę w moją stronę. Jason! Chyba pierwszy raz w życiu się do czegoś przydał...
-Cześć- powiedziałam z pokerową twarzą, wchodząc do samochodu. Starałam się opanować łzy, które same cisnęły mi się do oczu.
-Hej, chłopie- odparł, naciskając pedał gazu- Co Ci się stało w rękę?
Poczułam ciepły strumień na twarzy i szybko się odwróciłam w stronę okna.
-Nic takiego, przewróciłam się i już.- Nie mogę mu powiedzieć, co, jeżeli ten psychol zrobi coś jedynej osobie, która jest dla mnie ważna?
-Co się dzieje, Jas? Problemy z chłopakiem?- jedną rękę położył na moim ramieniu.
Dokładnie, zgadł.
-Tak... mniej więcej. Słuchaj, jutro chyba nie pójdę do szkoły, źle się czuję...- skłamałam.
-Okej, jak chcesz. Wiesz, jak dla mnie mogłabyś w ogóle nie chodzić do szkoły, ale jestem za Ciebie odpowiedzialny i tak dalej...- uśmiechnął się pod nosem. Trajkotanie braciszka uważam za otwarte.
Rzuciłam się na łóżko z płaczem, przytulając do siebie zdjęcie moich rodziców. Tak bardzo mi ich brakuje... Czasami po prostu myślę, jaką osobą byłaby, gdyby nadal byli ze mną. Nie opuściłabym się w nauce, a moich ud i nadgarstków nie spowijałyby blizny.
To wszystko zaczyna mnie męczyć. Nagle od nadmiaru problemów poczułam się cholernie zmęczona, i.... i zasnęłam.
___________________________________________________________________________________
Cześć, jestem Julka, ale kogo to w ogóle interesuje? :D
Jest pierwszy rozdział, jestem z niego zadowolona, a szczególnie z części, którą napisała moja genialna współautorka, powitajcie Anitkę! *oklaski* Dziękuję, dziękuję. No, właśnie, jeżeli komuś się spodobało, zostawcie komentarz. 8) xx Julcia~
Cześć, jestem Anita! *cześć Julga, ja tego wcale nie skopiowałam*
Pierwszy rozdział, yay! Ja chciała tylko dodać abyście zobaczyli bohaterów. *na samym dole jest zakładka* Tak więc, dobranoc! XD Anitga. xo
Hazz badboy? :D Podoba mi się ;>
OdpowiedzUsuńeee...tam. GŁUPI. <3
OdpowiedzUsuń