-Hej, czy Ty gadasz z misiem?- usłyszałam zza pleców.
-Jason! Ładnie to tak podsłuchiwać?- odwróciłam się. Chłopak stał z drewnianą tacą w rękach, na której znajdował się talerz z ciasteczkami i kubek parującej herbaty.
-Przyniosłem Ci ciasteczka. Sam piekłem!- pochwalił się, kładąc tackę na biurku.
-Dzięki!-uśmiechnęłam się. Chłopak przyglądał mi się w milczeniu.
-Wydaje mi się, że ostatnio coś się w Tobie zmieniło, siostrzyczko.- nie odpowiedziałam od razu, podeszłam do biurka i zamoczyłam ciastko w gorącym napoju. Ugryzłam kawałek rozpływającego się w ustach ciastka.
-Co masz na myśli?
-Przez ostatni rok byłaś bardziej zamknięta w sobie. A teraz wystarczy, że na Ciebie spojrzę... I widzę te iskierki w twoich oczach. Mogę wiedzieć, co, lub raczej: kto jest tego powodem?-uśmiechnął się znacząco, również biorąc jedno ciastko. Podciągnęłam kolana do brody.
-Chłopak... A z resztą to bez znaczenia, już pewnie o mnie zapomniał.
-Harry? Wątpię.- na te słowa zakrztusiłam się herbatą i kilka razy zakaszlałam, a ten ze śmiechem poklepał mnie po plecach.
-Ale, ale, ale, ale, ale jak?- zapytałam zdziwiona.
-Wiesz siostrzyczko, podczas twojej konwersacji z pluszakiem, dzwonił telefon. Chłopak wydawał się zawiedziony, kiedy usłyszał męski głos, ale obiecałem, że powiadomię Cię o tym, że dzwonił-po tych słowach puścił do mnie oczko. Przez chwilę zapomniałam o oddychaniu. Harry dzwonił!
Z prędkością światła zbiegłam na dół i dorwałam telefon. Wybrałam numer, z którym wcześniej zostało powiązane połączenie i zadzwoniłam. Chłopak odebrał po trzech sygnałach.
-Halo?- usłyszałam niski, zdenerwowany głos. Harry!
-Cześć!-niemalże krzyknęłam do telefonu.
-Jasmine! Dzwoniłem do Ciebie, ale chyba odebrał twój chłopak- odparł zmieszany. Zaśmiałam się.
-Chodzi Ci o mojego brata, tak?- śmiech po obu stronach linii.
-Brata? To okej, bo miałem właśnie taki pomysł, żeby wybrać się do wesołego miasteczka. Co ty na to?
Harry. Mnie. Zaprosił.
Po chwili paniki zorientowałam się, że wypadałoby odpowiedzieć.
-Jasne, to znaczy bardzo chętnie- odparłam nerwowo szarpiąc pasek jeansów.
-Super. Włamałem się do szkolnej biblioteki i mam twój numer telefonu i adres- odparł obojętnie.
-Jesteś niemożliwy!- zaśmiałam się- To kiedy po mnie będziesz?
-Dzisiaj Ci pasuje? Może za godzinę?
-Spoczko.- odparłam- To na razie, Harry.
-Do zobaczenia, Jasmine.
***
What if it all begins inside?
We hold the key to turn the time
Make a wave, make a wave
Równo z ostatnim wokalem Demi Lovato na moim iPodzie czarna terenówka zatrzymała się przed bramą domu. Pisnęłam cicho i zatrzymując się na ułamek sekundy przed lustrem, wybiegłam przed dom. Nie ubrałam się jakoś specjalnie, bo to tylko wypad do wesołego miasteczka. Zwykła bluzka i spodnie. Z makijażem też za bardzo nie przesadzałam, lekkie kreski i błyszczyk. I chociaż dla Harry'ego to zwykłe przyjacielskie wyjście, bo chcąc nie chcąc ma dziewczynę. Nie, żebym się w nim kochała, czy coś.
-Cześć!-przywitał mnie dwoma całusami w policzek. Zaśmiałam się nerwowo i usiadłam obok niego w jego wielkim samochodzie, po czym ruszyliśmy.
-To jakieś 10 minut stąd- poinformował mnie. Uśmiechnęłam się na myśl spędzenia reszty dnia ze Stylesem. Czy on nie jest idealny? Nie, nie jest, to fakt. Powierzchownie to chory umysłowo dupek.
Ale z każdą sekundą co raz bardziej wychodzę z przekonania, że pierwsze wrażenie bywa mylne.
-To jak było z tym włamaniem się do szkoły?- zaczęłam.
-Wczoraj w nocy, wiesz, musiałem zabić paru ninja.- zaśmiałam się głośno, a on do mnie dołączył- Co jest, nie wierzysz mi?
-Jasne, że tak! Jesteś straszliwy Harry Styles! Znasz karate, ju-jitsu i parę innych słów.- oboje się zaśmialiśmy. W pewnym momencie chłopak położył mi jedną dłoń na nodze. Mimo tego, że nie wiedziałam zbytnio jak to odebrać, poczułam, jak przewraca mi się w żołądku. Spojrzałam na niego dyskretnie, ale był skupiony na drodze.
-Jesteśmy.- odpiął pas bezpieczeństwa i wysiadł z samochodu, więc zrobiłam to samo. Podążyłam za nim.
-Wydaje mi się, że powinniśmy zacząć od tego- powiedział, wskazując na tory oddalone od nas o jakieś 20 metrów. Wzdrygnęłam się, widząc kolejkę górską. Bałam się ich od dziecka. Faktu nie polepszały głośne piski ludzi korzystających z atrakcji. Chłopak zauważył, jak patrzę wystraszona i zaśmiał się.
-Oj, no chodź. Będzie super, zobaczysz- nie pozwolił dojść mi do słowa, podszedł do kasy- Dwa bilety na żółtego smoka.
-To będą trzy funty- zaczęłam szperać w torebce w poszukiwaniu portfela, ale Styles był szybszy. Wręczył kobiecie dwie monety. Otworzyłam buzię, żeby zaprotestować, ale położył mi palec na ustach.
-Lepiej już chodźmy, zaraz się zaczyna. Poza tym, to ja Cię zaprosiłem na tą randkę. Em, wypad- błyskawicznie się poprawił.
Mam tylko nadzieję, że się na niego nie porzygam. To byłby fatalny początek znajomości.
Zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie wagonów, obok siebie. Po chwili kolejka ruszyła a ja ponownie dzisiejszego dnia poczułam, jak przewraca mi się w żołądku. Chwilę wjeżdżaliśmy do góry, a ja rzucałam związkami przekleństw niemal bez przerwy, a Harry tylko się uśmiechał. W ostatnim momencie złapał moją rękę... i zjechaliśmy. Zaczerpnęłam głęboko powietrza i zaczęłam piszczeć, kolejka co chwilę przewracała się do góry nogami. Nie widziałam zbyt dobrze, bo oczy miałam mocno zamknięte. Po chwili kolejka się zatrzymała.
-Chyba nie było aż tak strasznie? Nie?- zapytał roześmiany, a ja powoli otworzyłam oczy. Nasze ręce były splecione, ale on sobie nic z tego nie robił. Spuściłam głowę, żeby nie zobaczył wkradającego się na moją twarz rumieńca. Nie oszalej na jego punkcie, Jasmine!
-Dopóki byłeś obok mnie, nie było- odparłam bez zastanowienia. Tak już mam, że muszę palnąć głupotę. To trochę głupie, że zapominam o jego statusie związku, ale przy takim kimś to łatwe.
Chłopak spojrzał prosto na mnie z lekko rozchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale tylko uśmiechnął się szeroko, ścisnął moją dłoń i ją puścił. Zsiedliśmy z kolejki.
-Co powiesz na diabelski młyn?- zapytałam- Będzie zajebiście widać zachód słońca.
-Jasne, ale pod warunkiem, że ja za wszystko zapłacę.- podniósł dumnie głowę.
-Marny z Ciebie gentleman, ale w porządku, zgadzam się. No chodź!-pociągnęłam go za rękaw.
Po kilku chwilach byliśmy już w wagonie. Kolejka zaczęła jechać w górę. Zaczęłam nucić pod nosem piosenkę, a chłopak wpatrywał się w niebo.
-Zobacz- szepnął. Posłusznie odwróciłam głowę.
~*Harry*~
-Pięknie- wydukała z siebie, opierając rękę na policzku. Jeżeli mam być szczery, piękniejsza była dla mnie ona, no ale przecież tego nie powiem.
Westchnąłem cicho, na co odwróciła się w moją stronę. Ująłem jej twarz w dłonie, a ona spojrzała na mnie zdziwiona. Nie pora się teraz wycofywać. Powoli zbliżyłem swoje usta do jej warg, ująłem jej twarz w dłonie, a ona spojrzała na mnie zdziwiona. Już miałem w głowie obraz jak się całujemy, jednak poczułem jak mnie odpycha.
- Harry, co ty wyprawiasz? Przecież ty, ja, ty masz dziewczynę!?- dziewczyna spoglądała na mnie z niemałym oburzeniem.
-Co z tego?
-Co? Czekaj? Czy ja się przesłyszałam? Co z tego?!
- Dobra, nieważne, zapomnijmy. –odparłem oschle.
- Nie, Harry ważne, bardzo, bardzo ważne! – zaczęła krzyczeć wymachując rękoma.
-Ehm... Lepiej już chodźmy.-miałem szczęście, że kolejka była już ku dole. Jak na życzenie, pogoda postanowiła się dostosować do mojego nastroju i zaczęło lać.
~*Jasmine*~
Chciałam tego pocałunku, jak cholera, ale postanowiłam zachować resztki przyzwoitości. Czy ten facet startuje na dwa fronty? To, że mi się podobał, niczego nie zmienia.
-Nie, Harry, zaczekaj. Nie chcę tego tak kończyć.- sprzeciwiłam się, idąc za nim do samochodu.
-Czy właśnie nie dałaś mi do zrozumienia, że nic do mnie nie czujesz?- odparł, nawet się nie odwracając.
-Możliwe, a Ty właśnie dałeś mi do zrozumienia, jaki z Ciebie dupek!- krzyknęłam, po czym ze łzami w oczach obróciłam się i skierowałam w stronę domu. Nie obchodziło mnie, jak za mną krzyczał: "Odwiozę Cię! Jasmine! No nie żartuj, to 15 kilometrów!"
Co on sobie, kurde, myśli? Że co, jestem jego kolejną zdobyczą, kurka wodna? Chce mnie wykorzystać i rzucić przy najbliższej okazji, znam ten typ facetów. Poza tym... To za wcześnie! Znamy się niecały tydzień... Nie całuje się na pierwszej randce. Przemoknięta do suchej nitki ruszyłam w stronę, z której przybyłam. Albo wydaje mi się, że stamtąd przybyłam.
Zrezygnowana wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Brat mnie zabije.
-Halo? Jasmine!- krzyknął tym swoim wiecznie optymistycznym głosem.
-Jason, zabierz mnie stąd, błagam...- wyszeptałam.
-Mów, gdzie jesteś. Wsiadam do samochodu- usłyszałam, jak biegnie.
-Em... Przy Teignmouth, w tym wesołym miasteczku.
-Jestem za 5 minut. Schowaj się gdzieś.- po tych słowach się rozłączył. To jedna rzecz, za którą kochałam swojego brata: w każdej okoliczności nie potrzebował wyjaśnień, tylko mi pomagał.
Usiadłam na jakiejś ławce i wcisnęłam słuchawki w uszy.
Don't let me,
Don't let me go,
Cuz I'm tired of sleeping alone...
Po chwili czerwona, zabłocona terenówka stanęła przede mną. Wbiegłam do środka.
-O mój Boże, nic Ci nie jest. Martwiłem się. Załóż to- podał mi swoją niebieską bluzę z drużyny koszykarskiej. Pachniała dezodorantem. Przyjęłam podarunek w milczeniu, ale po chwili nie wytrzymałam.
-Ten idiota ma siebie za nie wiadomo kogo. Przecież nie można nikogo do niczego zmuszać, a jego wielka duma się uraziła, kiedy mu odmówiłam pocałunku.- Nie obchodzi mnie, że chłopak nie miał pojęcia, o czym gadam- Gdyby tego było mało: jeszcze niecały tydzień temu widziałam go obściskującego się z jakąś dziewczyną! Kim ja jestem, rzeczą?- mówiłam bardziej sama do siebie, ale Jason przysłuchiwał mi się w milczeniu- I to nie ja teraz powinnam być ta zraniona? Nie ja powinnam strzelić focha?- skończyłam swoje użalanie.
-Nic nie zrozumiałem- odparł zrezygnowany po chwili- Ale nie masz pewności, że on nic do Ciebie nie czuje, hmm?
Już miałam odbarknąć coś głupiego, ale... mój braciszek ma rację. Tak, lepiej sobie to zapisać w kalendarzu czy coś, bo to rzadkość. Z moich ust wydało się tylko ciche "mhm". Dojechaliśmy.
~*Harry*~
Moje zagapienie się mało co nie spowodowało wypadku samochodowego. Kierowca srebrnego Volsvagena zatrąbił znacząco, a przejeżdżając obok mnie rzucił w moją stronę parę przekleństw. Westchnąłem i wjechałem na najbliższe pobocze. Zaparkowałem samochód.
Co ja robię ze swoim życiem?!
Uderzyłem głową o kierownicę. Przeczesałem włosy palcami. Co jest ze mną nie tak? Przecież kocham Jessicę... Chyba. Czy nadal coś do niej czuję?
Jeśli zaczynasz wątpić, czy kochasz osobę, to znaczy że przestałeś ją kochać już na zawsze.
Obraz drobnej brunetki przesłaniał moje rozumowanie. Wysiadłem z samochodu, żeby zaczerpnąć powietrza. Czy Jasmine sobie poradziła? Mam taką nadzieję. Może do niej zadzwonię? Nie, to nie najlepszy pomysł. I tak nie odbierze. Nie pora teraz rozdrapywać tych świeżych ran na moim sercu.
Po chwili wstrzymałem powietrze i kopnąłem z całej siły w drzewo. Jak mogłem pomyśleć, że taka mądra dziewczyna jak ona rzuci mi się w ramiona ze świadomością, że kogoś mam?
~*Jasmine*~
Spoglądałam na telefon co kilka sekund. Nie napisał, nie zadzwonił, nic. Nawet go nie obchodzi, czy wróciłam! Albo nie jest głupi i wie, że nie odbiorę...
Nie potrafiłam skupić się nad swoją pracą domową z matmy. Pewnie czeka mnie poprawka...
Włączyłam laptopa i wystukałam w klawiaturze youtube. To zawsze poprawia mi nastrój.
"Say you're just a friend". Play.
Pierwsze dźwięki piosenki wydobyły się z głośników. Z westchnieniem spojrzałam na ilość zadań, która została mi do odrobienia. Dobra, walić to. Przepiszę od kogoś. Upadłam zrezygnowana na łóżko, po czym zaczęłam drzeć się w poduszkę.
-Jasmine, wychodzę!- usłyszałam z dołu.
-Okej!- rzuciłam.
Wydaje mi się, że mój brat kogoś sobie znalazł. Od kilku dni wychodzi z domu, co jest rzadkością! A wraca taki szczęśliwy, że nawet chce mu się robić kolację i wieszać pranie.
-Słuchaj, jak będziesz miała czas, pójdziesz po coś na kolację?
-Jasne- odparłam niechętnie.
***
Wrzuciłam do koszyka główkę sałaty i pomidorki koktajlowe. Fetę chyba mam w domu, ale na wszelki wypadek też ją wzięłam. Idąc obok stoiska z lodami, nie powstrzymałam się i zabrałam też dwa opakowania: czekoladowe i waniliowe. Tak, tak, od jutra się odchudzam.
-Jedenaście dolarów, pięćdziesiąt centów- podałam pulchnej kasjerce w okrągłych oprawkach banknot. Zapakowałam rzeczy do siatki i wyszłam.
Jej, muszę się napić kawy! Kiedy ostatnio byłam w Starbucksie, jakieś pół roku temu? Zatrzymałam się w kawiarni.
-Latte poproszę- powiedziałam.
-Jak masz na imię?-zapytał z wyraźnym amerykańskim akcentem chłopak za ladą.
-Jasmine.
-Śliczne imię. Z bitą śmietaną?- napisał moje imię markerem na kubku.
-Uhm, dzięki- spuściłam wzrok, po czym podałam mu pieniądze. Po chwili podał mi kubek z gorącym napojem. Podziękowałam grzecznie i zaczęłam wzrokiem szukać wolnego miejsca. Niestety o tej porze kawiarnia była pełna. W samym rogu znalazłam jednoosobowe siedzenie i zanim ktokolwiek zdążył mi je zająć, biegiem podbiegłam tam i usiadłam.
Stało się, kiedy brałam trzeci łyk kawy. Jakby od niechcenia podniosłam wzrok, tak zupełnie przypadkowo. Nieobecnie. Spotkało mnie spojrzenie ze stolika obok. Spojrzenie pełne zdziwienia i zdruzgotania. Znacie ten moment, kiedy świat zatrzymuje się w jednym momencie? Te usta, które nie zostały stworzone dla moich. Te zielone, wręcz szmaragdowe oczy. Harry.Wymówiłam niedosłyszalnie imię chłopaka.
-Jasmine- powiedział, dzięki czemu osoba, która siedziała razem z nim, odwróciła się, marszcząc swoje idealnie proste brwi. Nie, nie mogę, po prostu nie mogę. Po tym wszystkim idzie sobie na kawcię z tą swoją dziewczyną, czy kimś tam. Wstałam, przewracając przy okazji napój, który poparzył mnie w dłoń. W porównaniu z tym, co teraz czułam, prawie nic mnie nie bolało. Nie potrafiąc powstrzymać łez napływających mi do oczu łez, szybko wybiegłam z kawiarni. Dopiero na zewnątrz pozwoliłam im płynąć. Co ja robię ze swoim życiem?
-Jasmine!
Tak samo, jak pierwszego dnia: chciałam, żeby mnie zostawił. Niech wraca do tej swojej idealnej dziewczyny!
-Nie, Harry.- odpowiedziałam za chłopakiem, który wybiegł za mną z kafejki.- Dla mnie już nie istniejesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz