piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział trzeci

-Moja chwilowa przyjaźń z Harrym Stylesem tak szybko, jak się zaczęła, skończyła się. Cóż, nic nie trwa wiecznie. Wróciłam do domu i kontakt się urwał. A tak dobrze rozmawiało mi się z chłopakiem, który nieźle mnie wystraszył na pierwszy raz! Kiedy po lodach wybraliśmy się do parku, przyznał, że ma trudny charakter i trzeba się postarać, żeby przebić barierę głupiego dupka, jakim jest powierzchownie. Powiedział też, że chyba mi się udało... Co mam teraz zrobić? Zagadać do niego? Nie jestem najlepsza w tym pierwszym kroku. Jak myślisz?- zapytałam, ale nie dając mu dojść do głosu, rzuciłam szybko:- Wiem, wiem, co o tym myślisz. Muszę przełamać strach. Tylko lepiej, żebym się pośpieszyła, bo jeszcze tydzień do końca roku!- spojrzałam na mojego rozmówcę.
-Hej, czy Ty gadasz z misiem?- usłyszałam zza pleców.
-Jason! Ładnie to tak podsłuchiwać?- odwróciłam się. Chłopak stał z drewnianą tacą w rękach, na której znajdował się talerz z ciasteczkami i kubek parującej herbaty.
-Przyniosłem Ci ciasteczka. Sam piekłem!- pochwalił się, kładąc tackę na biurku.
-Dzięki!-uśmiechnęłam się. Chłopak przyglądał mi się w milczeniu.
-Wydaje mi się, że ostatnio coś się w Tobie zmieniło, siostrzyczko.- nie odpowiedziałam od razu, podeszłam do biurka i zamoczyłam ciastko w gorącym napoju. Ugryzłam kawałek rozpływającego się w ustach ciastka.
-Co masz na myśli?
-Przez ostatni rok byłaś bardziej zamknięta w sobie. A teraz wystarczy, że na Ciebie spojrzę... I widzę te iskierki w twoich oczach. Mogę wiedzieć, co, lub raczej: kto jest tego powodem?-uśmiechnął się znacząco, również biorąc jedno ciastko. Podciągnęłam kolana do brody.
-Chłopak... A z resztą to bez znaczenia, już pewnie o mnie zapomniał.
-Harry? Wątpię.- na te słowa zakrztusiłam się herbatą i kilka razy zakaszlałam, a ten ze śmiechem poklepał mnie po plecach.
-Ale, ale, ale, ale, ale jak?- zapytałam zdziwiona.
-Wiesz siostrzyczko, podczas twojej konwersacji z pluszakiem, dzwonił telefon. Chłopak wydawał się zawiedziony, kiedy usłyszał męski głos, ale obiecałem, że powiadomię Cię o tym, że dzwonił-po tych słowach puścił do mnie oczko. Przez chwilę zapomniałam o oddychaniu. Harry dzwonił!
Z prędkością światła zbiegłam na dół i dorwałam telefon. Wybrałam numer, z którym wcześniej zostało powiązane połączenie i zadzwoniłam. Chłopak odebrał po trzech sygnałach.
-Halo?- usłyszałam niski, zdenerwowany głos. Harry!
-Cześć!-niemalże krzyknęłam do telefonu.
-Jasmine! Dzwoniłem do Ciebie, ale chyba odebrał twój chłopak- odparł zmieszany. Zaśmiałam się.
-Chodzi Ci o mojego brata, tak?- śmiech po obu stronach linii.
-Brata? To okej, bo miałem właśnie taki pomysł, żeby wybrać się do wesołego miasteczka. Co ty na to?
Harry. Mnie. Zaprosił.
Po chwili paniki zorientowałam się, że wypadałoby odpowiedzieć.
-Jasne, to znaczy bardzo chętnie- odparłam nerwowo szarpiąc pasek jeansów.
-Super. Włamałem się do szkolnej biblioteki i mam twój numer telefonu i adres- odparł obojętnie.
-Jesteś niemożliwy!- zaśmiałam się- To kiedy po mnie będziesz?
-Dzisiaj Ci pasuje? Może za godzinę?
-Spoczko.- odparłam- To na razie, Harry.
-Do zobaczenia, Jasmine.

***

What if it all begins inside?
We hold the key to turn the time
Make a wave, make a wave

Równo z ostatnim wokalem Demi Lovato na moim iPodzie czarna terenówka zatrzymała się przed bramą domu. Pisnęłam cicho i zatrzymując się na ułamek sekundy przed lustrem, wybiegłam przed dom. Nie ubrałam się jakoś specjalnie, bo to tylko wypad do wesołego miasteczka. Zwykła bluzka i spodnie. Z makijażem też za bardzo nie przesadzałam, lekkie kreski i błyszczyk. I chociaż dla Harry'ego to zwykłe przyjacielskie wyjście, bo chcąc nie chcąc ma dziewczynę. Nie, żebym się w nim kochała, czy coś.
-Cześć!-przywitał mnie dwoma całusami w policzek. Zaśmiałam się nerwowo i usiadłam obok niego w jego wielkim samochodzie, po czym ruszyliśmy.
-To jakieś 10 minut stąd- poinformował mnie. Uśmiechnęłam się na myśl spędzenia reszty dnia ze Stylesem. Czy on nie jest idealny? Nie, nie jest, to fakt. Powierzchownie to chory umysłowo dupek.
Ale z każdą sekundą co raz bardziej wychodzę z przekonania, że pierwsze wrażenie bywa mylne.
-To jak było z tym włamaniem się do szkoły?- zaczęłam.
-Wczoraj w nocy, wiesz, musiałem zabić paru ninja.- zaśmiałam się głośno, a on do mnie dołączył- Co jest, nie wierzysz mi?
-Jasne, że tak! Jesteś straszliwy Harry Styles! Znasz karate, ju-jitsu i parę innych słów.- oboje się zaśmialiśmy. W pewnym momencie chłopak położył mi jedną dłoń na nodze. Mimo tego, że nie wiedziałam zbytnio jak to odebrać, poczułam, jak przewraca mi się w żołądku. Spojrzałam na niego dyskretnie, ale był skupiony na drodze.
-Jesteśmy.- odpiął pas bezpieczeństwa i wysiadł z samochodu, więc zrobiłam to samo. Podążyłam za nim.
-Wydaje mi się, że powinniśmy zacząć od tego- powiedział, wskazując na tory oddalone od nas o jakieś 20 metrów. Wzdrygnęłam się, widząc kolejkę górską. Bałam się ich od dziecka. Faktu nie polepszały głośne piski ludzi korzystających z atrakcji. Chłopak zauważył, jak patrzę wystraszona i zaśmiał się.
-Oj, no chodź. Będzie super, zobaczysz- nie pozwolił dojść mi do słowa, podszedł do kasy- Dwa bilety na żółtego smoka.
-To będą trzy funty- zaczęłam szperać w torebce w poszukiwaniu portfela, ale Styles był szybszy. Wręczył kobiecie dwie monety. Otworzyłam buzię, żeby zaprotestować, ale położył mi palec na ustach.
-Lepiej już chodźmy, zaraz się zaczyna. Poza tym, to ja Cię zaprosiłem na tą randkę. Em, wypad- błyskawicznie się poprawił.
Mam tylko nadzieję, że się na niego nie porzygam. To byłby fatalny początek znajomości.
Zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie wagonów, obok siebie. Po chwili kolejka ruszyła a ja ponownie dzisiejszego dnia poczułam, jak przewraca mi się w żołądku. Chwilę wjeżdżaliśmy do góry, a ja rzucałam związkami przekleństw niemal bez przerwy, a Harry tylko się uśmiechał. W ostatnim momencie złapał moją rękę... i zjechaliśmy. Zaczerpnęłam głęboko powietrza i zaczęłam piszczeć, kolejka co chwilę przewracała się do góry nogami. Nie widziałam zbyt dobrze, bo oczy miałam mocno zamknięte. Po chwili kolejka się zatrzymała.
-Chyba nie było aż tak strasznie? Nie?- zapytał roześmiany, a ja powoli otworzyłam oczy. Nasze ręce były splecione, ale on sobie nic z tego nie robił. Spuściłam głowę, żeby nie zobaczył wkradającego się na moją twarz rumieńca. Nie oszalej na jego punkcie, Jasmine!
-Dopóki byłeś obok mnie, nie było- odparłam bez zastanowienia. Tak już mam, że muszę palnąć głupotę. To trochę głupie, że zapominam o jego statusie związku, ale przy takim kimś to łatwe.
Chłopak spojrzał prosto na mnie z lekko rozchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale tylko uśmiechnął się szeroko, ścisnął moją dłoń i ją puścił. Zsiedliśmy z kolejki.
-Co powiesz na diabelski młyn?- zapytałam- Będzie zajebiście widać zachód słońca.
-Jasne, ale pod warunkiem, że ja za wszystko zapłacę.- podniósł dumnie głowę.
-Marny z Ciebie gentleman, ale w porządku, zgadzam się. No chodź!-pociągnęłam go za rękaw.
Po kilku chwilach byliśmy już w wagonie. Kolejka zaczęła jechać w górę. Zaczęłam nucić pod nosem piosenkę, a chłopak wpatrywał się w niebo.
-Zobacz- szepnął. Posłusznie odwróciłam głowę.

~*Harry*~

-Pięknie- wydukała z siebie, opierając rękę na policzku. Jeżeli mam być szczery, piękniejsza była dla mnie ona, no ale przecież tego nie powiem.
Westchnąłem cicho, na co odwróciła się w moją stronę. Ująłem jej twarz w dłonie, a ona spojrzała na mnie zdziwiona. Nie pora się teraz wycofywać. Powoli zbliżyłem swoje usta do jej warg, ująłem jej twarz w dłonie, a ona spojrzała na mnie zdziwiona.  Już miałem w głowie obraz jak się całujemy, jednak poczułem jak mnie odpycha.
- Harry, co ty wyprawiasz? Przecież ty, ja, ty masz dziewczynę!?- dziewczyna spoglądała na mnie z niemałym oburzeniem.
-Co z tego?
-Co? Czekaj? Czy ja się przesłyszałam? Co z tego?!
- Dobra, nieważne, zapomnijmy. –odparłem oschle.
- Nie, Harry ważne, bardzo, bardzo ważne! – zaczęła krzyczeć wymachując rękoma.
-Ehm... Lepiej już chodźmy.-miałem szczęście, że kolejka była już ku dole. Jak na życzenie, pogoda postanowiła się dostosować do mojego nastroju i zaczęło lać.

~*Jasmine*~

Chciałam tego pocałunku, jak cholera, ale postanowiłam zachować resztki przyzwoitości. Czy ten facet startuje na dwa fronty? To, że mi się podobał, niczego nie zmienia.
-Nie, Harry, zaczekaj. Nie chcę tego tak kończyć.- sprzeciwiłam się, idąc za nim do samochodu.
-Czy właśnie nie dałaś mi do zrozumienia, że nic do mnie nie czujesz?- odparł, nawet się nie odwracając.
-Możliwe, a Ty właśnie dałeś mi do zrozumienia, jaki z Ciebie dupek!- krzyknęłam, po czym ze łzami w oczach obróciłam się i skierowałam w stronę domu. Nie obchodziło mnie, jak za mną krzyczał: "Odwiozę Cię! Jasmine! No nie żartuj, to 15 kilometrów!"
Co on sobie, kurde, myśli? Że co, jestem jego kolejną zdobyczą, kurka wodna? Chce mnie wykorzystać i rzucić przy najbliższej okazji, znam ten typ facetów. Poza tym... To za wcześnie! Znamy się niecały tydzień... Nie całuje się na pierwszej randce. Przemoknięta do suchej nitki ruszyłam w stronę, z której przybyłam. Albo wydaje mi się, że stamtąd przybyłam.
Zrezygnowana wyciągnęłam komórkę z kieszeni. Brat mnie zabije.
-Halo? Jasmine!- krzyknął tym swoim wiecznie optymistycznym głosem.
-Jason, zabierz mnie stąd, błagam...- wyszeptałam.
-Mów, gdzie jesteś. Wsiadam do samochodu- usłyszałam, jak biegnie.
-Em... Przy Teignmouth, w tym wesołym miasteczku.
-Jestem za 5 minut. Schowaj się gdzieś.- po tych słowach się rozłączył. To jedna rzecz, za którą kochałam swojego brata: w każdej okoliczności nie potrzebował wyjaśnień, tylko mi pomagał.
Usiadłam na jakiejś ławce i wcisnęłam słuchawki w uszy.
Don't let me,
Don't let me go,
Cuz I'm tired of sleeping alone...
Po chwili czerwona, zabłocona terenówka stanęła przede mną. Wbiegłam do środka.
-O mój Boże, nic Ci nie jest. Martwiłem się. Załóż to- podał mi swoją niebieską bluzę z drużyny koszykarskiej. Pachniała dezodorantem. Przyjęłam podarunek w milczeniu, ale po chwili nie wytrzymałam.
-Ten idiota ma siebie za nie wiadomo kogo. Przecież nie można nikogo do niczego zmuszać, a jego wielka duma się uraziła, kiedy mu odmówiłam pocałunku.- Nie obchodzi mnie, że chłopak nie miał pojęcia, o czym gadam- Gdyby tego było mało: jeszcze niecały tydzień temu widziałam go obściskującego się z jakąś dziewczyną! Kim ja jestem, rzeczą?- mówiłam bardziej sama do siebie, ale Jason przysłuchiwał mi się w milczeniu- I to nie ja teraz powinnam być ta zraniona? Nie ja powinnam strzelić focha?- skończyłam swoje użalanie.
-Nic nie zrozumiałem- odparł zrezygnowany po chwili- Ale nie masz pewności, że on nic do Ciebie nie czuje, hmm?
Już miałam odbarknąć coś głupiego, ale... mój braciszek ma rację. Tak, lepiej sobie to zapisać w kalendarzu czy coś, bo to rzadkość. Z moich ust wydało się tylko ciche "mhm". Dojechaliśmy.

~*Harry*~

Moje zagapienie się mało co nie spowodowało wypadku samochodowego. Kierowca srebrnego Volsvagena zatrąbił znacząco, a przejeżdżając obok mnie rzucił w moją stronę parę przekleństw. Westchnąłem i wjechałem na najbliższe pobocze. Zaparkowałem samochód.
Co ja robię ze swoim życiem?!
Uderzyłem głową o kierownicę. Przeczesałem włosy palcami. Co jest ze mną nie tak? Przecież kocham Jessicę... Chyba. Czy nadal coś do niej czuję?
Jeśli zaczynasz wątpić, czy kochasz osobę, to znaczy że przestałeś ją kochać już na zawsze.
Obraz drobnej brunetki przesłaniał moje rozumowanie. Wysiadłem z samochodu, żeby zaczerpnąć powietrza. Czy Jasmine sobie poradziła? Mam taką nadzieję. Może do niej zadzwonię? Nie, to nie najlepszy pomysł. I tak nie odbierze. Nie pora teraz rozdrapywać tych świeżych ran na moim sercu.
Po chwili wstrzymałem powietrze i kopnąłem z całej siły w drzewo. Jak mogłem pomyśleć, że taka mądra dziewczyna jak ona rzuci mi się w ramiona ze świadomością, że kogoś mam?


~*Jasmine*~

Spoglądałam na telefon co kilka sekund. Nie napisał, nie zadzwonił, nic. Nawet go nie obchodzi, czy wróciłam! Albo nie jest głupi i wie, że nie odbiorę...
Nie potrafiłam skupić się nad swoją pracą domową z matmy. Pewnie czeka mnie poprawka...
Włączyłam laptopa i wystukałam w klawiaturze youtube. To zawsze poprawia mi nastrój.
"Say you're just a friend". Play.
Pierwsze dźwięki piosenki wydobyły się z głośników. Z westchnieniem spojrzałam na ilość zadań, która została mi do odrobienia. Dobra, walić to. Przepiszę od kogoś. Upadłam zrezygnowana na łóżko, po czym zaczęłam drzeć się w poduszkę.
-Jasmine, wychodzę!- usłyszałam z dołu.
-Okej!- rzuciłam.
Wydaje mi się, że mój brat kogoś sobie znalazł. Od kilku dni wychodzi z domu, co jest rzadkością! A wraca taki szczęśliwy, że nawet chce mu się robić kolację i wieszać pranie.
-Słuchaj, jak będziesz miała czas, pójdziesz po coś na kolację?
-Jasne- odparłam niechętnie.

***

Wrzuciłam do koszyka główkę sałaty i pomidorki koktajlowe. Fetę chyba mam w domu, ale na wszelki wypadek też ją wzięłam. Idąc obok stoiska z lodami, nie powstrzymałam się i zabrałam też dwa opakowania: czekoladowe i waniliowe. Tak, tak, od jutra się odchudzam.
-Jedenaście dolarów, pięćdziesiąt centów- podałam pulchnej kasjerce w okrągłych oprawkach banknot. Zapakowałam rzeczy do siatki i wyszłam.
Jej, muszę się napić kawy! Kiedy ostatnio byłam w Starbucksie, jakieś pół roku temu? Zatrzymałam się w kawiarni.
-Latte poproszę- powiedziałam.
-Jak masz na imię?-zapytał z wyraźnym amerykańskim akcentem chłopak za ladą.
-Jasmine.
-Śliczne imię. Z bitą śmietaną?- napisał moje imię markerem na kubku.
-Uhm, dzięki- spuściłam wzrok, po czym podałam mu pieniądze. Po chwili podał mi kubek z gorącym napojem. Podziękowałam grzecznie i zaczęłam wzrokiem szukać wolnego miejsca. Niestety o tej porze kawiarnia była pełna. W samym rogu znalazłam jednoosobowe siedzenie i zanim ktokolwiek zdążył mi je zająć, biegiem podbiegłam tam i usiadłam.
Stało się, kiedy brałam trzeci łyk kawy. Jakby od niechcenia podniosłam wzrok, tak zupełnie przypadkowo. Nieobecnie. Spotkało mnie spojrzenie ze stolika obok. Spojrzenie pełne zdziwienia i zdruzgotania. Znacie ten moment, kiedy świat zatrzymuje się w jednym momencie? Te usta, które nie zostały stworzone dla moich. Te zielone, wręcz szmaragdowe oczy. Harry.
Wymówiłam niedosłyszalnie imię chłopaka.
-Jasmine- powiedział, dzięki czemu osoba, która siedziała razem z nim, odwróciła się, marszcząc swoje idealnie proste brwi. Nie, nie mogę, po prostu nie mogę. Po tym wszystkim idzie sobie na kawcię z tą swoją dziewczyną, czy kimś tam. Wstałam, przewracając przy okazji napój, który poparzył mnie w dłoń. W porównaniu z tym, co teraz czułam, prawie nic mnie nie bolało. Nie potrafiąc powstrzymać łez napływających mi do oczu łez, szybko wybiegłam z kawiarni. Dopiero na zewnątrz pozwoliłam im płynąć. Co ja robię ze swoim życiem?
-Jasmine!
Tak samo, jak pierwszego dnia: chciałam, żeby mnie zostawił. Niech wraca do tej swojej idealnej dziewczyny!
-Nie, Harry.- odpowiedziałam za chłopakiem, który wybiegł za mną z kafejki.- Dla mnie już nie istniejesz.

niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział drugi

W jednym dniu moje życie stało się koszmarem.
Praktycznie nie wychodzę z domu. Nie ruszam się stamtąd o krok, od ponad tygodnia. Jason codziennie puka do moich drzwi i prosi, żebym w końcu coś zjadła. Co ja go obchodzę? Przecież jestem tylko ciężarem, odkąd przejął nade mną opiekę, po śmierci rodziców. Boję się tego chłopaka. Spotkałam go trzy razy, nie wiem, jak ma na imię i nie znam jego historii. Ale się boję.

~*~

Po moim tygodniu spędzonym w domu brat siłą wyciągnął mnie z pokoju i podwiózł mnie do szkoły. Nie dość, że beznadziejnie wyglądałam w za dużej bluzie mojego starszego brata i legginsach, to też się tak czułam... Nic nie umiem i muszę ukrywać się przed tamtym chłopakiem, co nie powinno być trudne. Pierwszą lekcją była matematyka na samym końcu szkoły. Idąc w stronę mojej szafki cały czas rozglądałam się dookoła żeby przez przypadek nie spotkać zielonookiego, a gdybym go spotkała uciekłabym najprawdopodobniej do łazienki.
Z moim szczęściem on tam był. Tym razem bez tej dziewczyny, pisał coś na telefonie i się nie rozglądał. Oczywiście jestem genialna, więc zerwałam się do ucieczki i usłyszałam za sobą kroki.
Mam dużego farta, że z biegania byłam zawsze najlepsza. Bez trudu pokonałam drogę do łazienki, kiedy odbył się dzwonek na lekcje. Zamknęłam się w kabinie i czekałam. Czekałam, czekałam, i nic... Cisza, może mnie nie zauważył?
Stanęłam na kiblu i spojrzałam nad siebie, pomieszczenie było puste.
Okej, czas spadać, już i tak jestem spóźniona.
Wyszłam z toalety i popędziłam na lekcje, ale w jednej chwili przystanęłam. Usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Przyległam do ściany i nasłuchiwałam.
-Hazz, pozbądź się jej.
-Daj spokój, kotku. Co ktoś taki jak ta wariatka może nam zrobić?
-Ona nam przeszkadza, nie widzisz tego? Jest przy nas cały czas, czasami mam wrażenie, że nas śledzi- prychnęłam cicho pod nosem. Śledzę? Chyba raczej was unikam.
-Jeżeli masz zamiar gadać takie bzdury Jessica, to lepiej się zamknij.
-Nie mów mi co mam robić, Harry. Chociaż w sumie, masz racje, co ta brzydula może nam zrobić? Właśnie nic, bo jesteś mój- powiedziała z satysfakcją, taa... jest twój, szczerze Ci współczuje.
-Zapamiętaj to sobie, nigdy nie będę, nie byłem i nie jestem twój!- krzyknął tak, że aż sama podskoczyłam w miejscu. Szłysząc kroki w moją stronę szybko popędziłam do sali matematycznej mając nadzieje, że tym razem mnie nie zauważył.
-Panno Rabie, proszę do mojego gabinetu- usłyszałam głos dyrektora za mną. Super! Nie dość, że prawie zostałam przyłapana przez tamtego chłopaka to jeszcze przyłapali mnie na spóźnieniu się, a raczej nie przyjściu na lekcję.
Odwróciłam się na pięcie w stronę dyrektora i posłałam mu fałszywy uśmiech. Szybko ruszył w kierunku swojego gabinetu, a ja za nim. Brat mnie zabije, to oficjalne. Niechodzenie do szkoły przez tydzień i jeszcze opuszczanie lekcji.
-Panie Styles, gdzie się pan wybiera?!- krzyknął dyrektor, nie wiem kiedy, ale byliśmy pod drzwiami jego gabinetu. Podniosłam głowę i nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje na prawdę! To ten chłopak, którego się tak strasznie bałam! Chłopak dopiero po kilku minutach zorientował się, że nie jest sam z dyrektorem i przeniósł wzrok na mnie. Na jego twarzy momentalnie pojawił się ten zadziorny uśmieszek, który mnie wręcz obrzydza. Szybko opuściłam wzrok i weszłam do sekretariatu, gdzie przywitałam się z sekretarką szkolną. Po przywitaniu od razu skierowałam się na prawo gdzie znajdowały się drzwi do "królestwa" naszego dyrektora. Zamknęłam drzwi, ponieważ wchodziłam ostatnia i usiadłam na krześle, które wskazał mi kierownik szkoły. Po mojej prawej stronie siedział Styles, a na przeciwko siebie miałam wielkie biurko, za którym oczywiście siedziała osoba, która nas tu sprowadziła.
-Zacznijmy od Ciebie- wskazał palcem na Harry'ego- Zrobiłem panu wielki wyjątek, Panie Styles. Zgodziłem się na zapis do szkoły w trakcie roku szkolnego. I jak pan mi to odpłaca, hmm?
Po tych słowach byłam niemalże pewna, że spuści głowę i przeprosi cicho, ale tylko lekko się uśmiechnął z zmierzył dyrektora pewnym siebie spojrzeniem.
-Nie wiem, czy pan wie, ale są ważniejsze rzeczy od nauki.
-Słucham?!- O boże, on zaraz wybuchnie.
-Powiedziałem: są ważniejsze rzeczy od nauki.
-Na przykład twoja dziewczyna?-prychnęłam bezmyślnie. Zanim zorientowałam się, co zrobiłam, dyrektor nagle zaczął się śmiać, a Styles spojrzał na mnie z oburzeniem, ale też lekkim rozbawieniem.
-Ktoś się wkopał...-powiedział, kiedy już mu trochę przeszło- I jakby tu pana ukarać?
Chłopak westchnął i spojrzał w sufit.
-Dobrze, zastanowię się... Przejdźmy więc do ciebie, Jasmine.- odparł basowym tonem. Och, jestem w centrum zainteresowania! Jak miło.- Tydzień opuszczania zajęć i jeszcze to? Może to ty jesteś tą dziewczyną, o której mówiłaś?
Z lekkiego uśmieszku chłopaka o brązowych włosach przybrał pokerową twarz. Hahaha, bardzo śmieszne, dlaczego nikt się nie śmieje? A temu znowu co strzeliło do głowy? Eh...
-Byłam chora. Mam...skręcony nadgarstek- postanowiłam zignorować jego uwagę.
-Widzę, że twoja lewa ręka jest w pełni sprawna- odparł- W sobotę pomalujecie budynek rekreacyjny szkoły. Obydwoje.- powiedział lodowatym tonem- No, a teraz na lekcje. Już!

Kilka dni później

~*~
Dziewczyna o włosach w kolorze mlecznej czekolady i łososiowym sweterku stała oparta o ścianę przy szkolnym korytarzu. Nie zauważyła mnie, a sam nie zamierzałem się do niej zbliżać, więc zachowałem dystans dzielący nas dystans dwudziestu metrów i przystanąłem obok drzwi gabinetu dyrektora.
Spojrzałem na dziewczynę i zauważyłem strużki wody na jej twarzy. A tej co się stało? Może podszedłbym bliżej, ale, jakby to ująć, nie przypadliśmy sobie do gustu. Nie, no muszę coś zrobić.
-Już jestem!- krzyknąłem entuzjastycznie, a ta gwałtownie przeniosła na mnie wzrok. Otworzyła buzię, ale błyskawicznie ją zamknęła i otarła łzy z policzków i skupiła się w nieobecnym patrzeniu w jeden punkt.
Podszedłem bliżej, tak, aby dzieliło nas tylko kilkadziesiąt centymetrów i osunąłem się zmęczony po ścianie.
-Przechlapane z tym malowaniem farb, nie?-zapytałem, na co przez ułamek sekundy na jej twarzy pojawił się uśmiech- Słuchaj, muszę Cię o coś zapytać. Czy to...- złapałem ją za zabandażowany nadgarstek.
-Tak-odparła oschle, wyrywając się z uścisku.
-O Boże. Przepraszam.- zrobiło mi się cholernie głupio, nieważne, jakim dupkiem powierzchownie byłem.
-Och, ależ nie ma sprawy- odparła ironicznie, w tym samym momencie, w którym dyrektor wyszedł z gabinetu.
-Gotowi?- zapytał basowym głosem, trzymając w ręce dwa pędzle i tubkę farby umieszczone w wiadrze.
-A mamy jakieś wyjście?-zapytałem z niewinnym sarkazmem w głosie. Na moje szczęście zignorował uwagę i zaczął iść w stronę wyjścia, gestem ręki wskazując nam iść w jego stronę.


~*~
"Jeżeli ma zamiar udawać miłego i sympatycznego po tym, co mi zrobił, niech lepiej już w ogóle się nie odzywa"- pomyślałam, patrząc kątem oka na sylwetkę chłopaka idącego obok mnie. Lekko przygryzał dolną wargę, wyglądał jakby się nad czyś zastanawiał. Jego zielone oczy, które jeszcze wczoraj miały chłodny odcień, dziś wyglądały cieplej i łagodniej. Widziałam nawet te iskierki w jego oczach. Zanim zdążyłam odwrócić wzrok, przyłapał mnie na gapieniu się i spojrzał na mnie zrezygnowany, więc skupiłam wzrok na fioletowej marynarce dyrektora.
-Widzicie tę ścianę?-zapytał po chwili, kiedy doszliśmy już do miejsca docelowego- Przydałoby się odnowienie. Jak skończycie, przynieście mi z powrotem pędzle.- przeniosłam wzrok na mur. Poszarzała, zdarta farba, gdzieniegdzie pomalowane sprayem grafitti.
-Zaraz, przecież nie skończymy tego do wieczora!-krzyknął zirytowany...jak mu tam? Styles?, marszcząc brwi.
Wydaje mi się, że zapowiada się cudowny dzień.
Dyrektor tylko uśmiechnął się i zniknął za rogiem. Spojrzałam niepewnie na chłopaka, ale ten tylko westchnął.
-Słuchaj, strasznie mi przykro. Wiem, że powinienem bardziej panować nad agresją.
Gwałtownie spojrzałam mu w oczy. Cóż, muszę powiedzieć, że tu mnie zaskoczył!
-Nie ma sprawy, nie powinnam była...Ciebie, Was podglądać. Uwierz mi, nie chciałam, mam tak, że jak kogoś zobaczę, nie potrafię się ruszyć, zanim ujawni się moja obecność- odparłam łagodnie. Zaśmiał się pod nosem i zanurzył pędzel w farbie.
-Czyli między nami kwita?
-Kwita- wystawił do mnie rękę złożoną w pięść. W pierwszej chwili pomyślałam, że chce mnie uderzyć, no ale to bardziej wyglądało na żółwika. Przybiłam go szybko i również zabrałam się do pracy.
-Mam pewien pomysł- powiedział po chwili. Spojrzałam na niego pytająco- Szczerze: chce Ci się tyle pracować?
-Um, chyba logiczne, że nie?
-Zaczekaj tu chwilę.
Oddalił się kilka kroków, wybierając numer kogoś komórki.

Parę chwil później

-To może skoczymy na lody albo gdzieś?-zapytał.
-Spoko-odparłam lekko. Nie mogę uwierzyć, że Hazza wynajął ekipę budowlaną. Serio: jaki normalny człowiek tak robi? Dobra, pomińmy fakt, że jak zobaczyłam tych facetów dostałam napadu głupawki, ale hmm, tak się nie robi, co nie?

Zatrzymaliśmy się przy budce z lodami.
-I wtedy on powiedział: my się znamy?!-dokończył swoją opowieść Lokowaty.
Zaśmiałam się.
-To ja poproszę miętowe- powiedziałam.
-Dwie kulki miętowych, poproszę!- krzyknął Hazza, a ja zaczęłam szperać w torebce w poszukiwaniu portfela.- Co Ty robisz?
-Płacę za lody?
-Haha, chciałabyś. Chowaj to, mała, jestem przecież twoim dłużnikiem.
-Oj, no dobra-odparłam zrezygnowana.
-Razem będą trzy dolary.-rzekła pani przy kasie. Wyczułam lekką ostrość w jej głosie.
-Ehkm... Och, cześć, Emily.-powiedział nagle Hazza, jakby znał tą kobietę. What is going on here?
-Po pierwsze: odkąd jesteśmy na Ty?- prychnęła- Po drugie: Nie rozmawiam z osobami, które ranią moją przyjaciółkę, tak?
Hazza przez chwilę zacisnął pięści, a łagodność zniknęła szybko z zieleni jego oczu.
-Ta jak zwykle rozpowiada wszystkim, jaki to ja zły i niedobry!-krzyknął z oburzeniem, po czym przewrócił oczami.- Po prostu się pokłóciliśmy, tyle.-jęknął.
Chrząknęłam znacząco, dając do zrozumienia, że nadal tu jestem. Chłopak spojrzał w moją stronę i wysilił się na uśmiech.
-Idziemy?-zapytał łagodnie. Kiwnęłam głową.-Przepraszam za tamto- powiedział, kiedy wyszliśmy.
Okej, no to jeszcze raz: który normalny chłopak przeprasza za błahostki? I jeszcze do tego w jego głosie jest takie poczucie winy, jakby zabił człowieka. To słodkie.

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział pierwszy

24 kwiecień
 
Okolice Holmes Chapel 6:30 

Obudziły mnie promienie słońca... Dobra, kogo ja próbuję oszukać, to był mój budzik. Jak ja go kocham(da się wyczuć tą ironię, prawda?)...
Zaczęłam walić w niego prawą ręką, ale dzwonienie nie ustępowało. W końcu się poddałam i wyszłam z mojej białej pościeli, wlokąc się powoli do łazienki. Zdjęłam z siebie koszulkę z logiem Coca-Coli i spodnie w biało-czerwoną kratkę, po czym weszłam pod prysznic. Umyłam się dokładnie, śpiewając sama do siebie piosenkę Under, po czym wyszłam z prysznica, założyłam szlafrok i zaczęłam suszyć włosy, ale nagle usłyszałam cichy śmiech dobiegający zza drzwi. Otworzyłam je i ze skrzyżowanymi rękoma przyglądałam się mojemu kochanemu braciszkowi leżącemu na podłodze i wijącemu się ze śmiechu.
-Już Ci przeszło?- zapytałam po chwili.
-Only you can treat me under-naśladował mój głos piskliwym wrzaskiem, po czym ponownie wybuchnął śmiechem.
-Ja tak nie śpiewam!-oburzyłam się, zmarszczyłam brwi i podniosłam podbródek do góry, tak zwany foch a'la Jasmine. Nie miałam dłużej ochoty oglądać tego niestabilnie psychicznego faceta, więc weszłam z powrotem do łazienki. I pomyśleć, że łączy nas pokrewieństwo... Akurat.
Skończyłam suszenie moich czerwonych kłaków i lekko je wyprostowałam. Ubrałam na siebie kremową sukienkę z koronkowymi wykończeniami i lekko się pomalowałam.
-Wychodzę!-krzyknęłam, wciskając słuchawki w uszy, tak na wszelki wypadek, gdyby braciszek zaczął krzyczeć, że chce kanapkę. Tak, owszem, 23 latek nie potrafiący posmarować kromki chleba. Z kim ja żyję?
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę szkoły. Trzeba będzie przepisać od kogoś fizykę... Tyko kto mi da ją przepisać? 

Wpatrzona w swoje trampki przemierzałam ulicę. Po chwili usłyszałam warkot silnika, czarny Rang Rover przejechał obok mnie i wjechał w kałużę błota, która po chwili wylądowała na mojej sukience.
Krzyknęłam poirytowana, a samochód z piskiem opon zatrzymał się.
-Co Ty zrobiłeś?!- wrzasnęłam, kiedy szyba samochodu się otworzyła i ukazał mi się brunet o szmaragdowych oczach.- Spóźnię się do szkoły! Ty pierdolony idioto!- przyglądał się mi z lekkim uśmiechem.- I z czego ryjesz, palancie?!- warknęłam już ciszej.
-Lepiej uważaj, co mówisz, bo nie będzie za kolorowo- odparł jak gdyby nigdy nic.
-Słucham?!- prychnęłam oburzona, ale tylko rzucił mi spojrzenie, które zmroziło mi krew w żyłach i... odjechał. Wziął i odjechał, idiota jeden, nie przeprosił nawet.
Trochę mnie wystraszyło jego zachowanie, po chwili zauważyłam jak ręce mi drgają. A co, jak on gadał poważnie? Kurde, wyglądał mi na bad boya...
Szybko nie zwracając uwagi na plamę, która tworzy się na mojej sukienki popędziłam do szkoły. Otwierając drzwi budynku zorientowałam się, że jeszcze lekcja, która odbywała się przed rozpoczęciem moich lekcji się nie skończyła. Okej, mam czas aby dojść do szafki i wziąć jakieś ubranie. Dzięki Bogu zostawiłam tam jakieś kilka dni temu. Przemierzając korytarz szkolny usłyszałam jakieś szepty, a przez to, że jestem ciekawską osobą musiałam zobaczyć co się dzieje. Po tym jak się skradłam zobaczyłam tego, pożal się boże chłopaka z jakąś dziewczyną. Nie powiem, że nie, ładna była. Po krótkiej wymianie słów zielonooki wpił się w usta brunetki. Jak ona może być z kimś takim? Zanim się zorientowałam ich pocałunek dobiegł końca. Chłopak popatrzył w moją stronę i chyba mnie zauważył. Szybko ruszyłam w kierunku szafki wzięłam ubranie na zmianę i pobiegłam do damskiej toalety. Przebrałam się  w ciemne rurki i w luźniejszą kremową bluzkę. 

Wychodząc z łazienki ktoś mnie złapał za nadgarstek i przycisnął do ściany. Musiałam podnieść głowę do góry, aby zobaczyć te ciemnozielone oczy.
- Nie ładnie tak podglądać, wiesz?
-Ja Cię nie... Ał!-wrzasnęłam, kiedy wbił swoje paznokcie w moją dłoń i wykręcił ją.
-Niczego nie widziałaś, suko.- warknął, odwrócił się na pięcie i skręcił za rogiem korytarza, tyle go widziałam.
Ja chyba na prawdę zaczynam się bać...

Pierwszą miałam fizykę, ale przyszłam na lekcję piętnaście minut po czasie. Nie mogłam prawie ruszać nadgarstkiem, ten idiota mi coś zrobił z ręką... Poszłam do pielęgniarki, prawie od łokcia moją rękę owijał biały bandaż. Jezu, nawet strach o nim myśleć. Czego on ode mnie chce?
-Och, jak miło, że panna Rabie raczyła zjawić się na zajęciach- powiedział sarkastycznie pulchny mężczyzna z binoklami na twarzy, pan Brinley.
-Byłam u pielęgniarki szkolnej- odparłam oschle, zajmując miejsce na samym końcu klasy. Nie odpowiedział, tylko wrócił do omawiania tematu. Szczerze powiedziawszy, musiałam się nieźle wysilić,żeby udawać, że słucham, o czym gada. Zrozumiałam tylko coś w stylu "sratatata". Na okładce zeszytu zaczęłam rysować zielone oczy, a następnie w nich iskierki złości. Oczy tego chłopaka.

Lekcje minęły w ekspresowym tempie. Zadzwoniłam po Jasona, żeby po mnie przyjechał i teraz czekałam sobie na niego w ulewie. Przyjedź, braciszku, no, przyjeżdżaj...
Po drugiej stronie ulicy zauważyłam dwie postacie. Przyjrzałam się dokładnie. On z tą dziewczyną... Boże, współczuję jej trochę. Ale cóż, jej głupi wybór.
Dziewczyna wyszeptała coś do chłopaka, na co ten błyskawicznie odwrócił się w moją stronę. Zmierzył mnie spojrzeniem porównywalnym do dzisiejszej ulewy, po czym zaczął iść w moją stronę.
Nie.
Odejdź.
Zostaw mnie w spokoju.
Zrobiłam kilka niepewnych kroków do tyłu. Co mi teraz zrobi? Jednym ruchem był zdolny do wykręcenia mi ręki, mógłby mnie zabić małym palcem... Powinnam uciec? Nie potrafię. Chłód bijący z jego zielonych tęczówek sprawił, że zamarłam. Stanęłam w miejscu i nie byłam w stanie się ruszyć, niczego krzyknąć.
Dystans pomiędzy nami stale się zmniejszał. Uciekaj. 
Usłyszałam wakot silnika i czerwona terenówka zablokowała mu drogę w moją stronę. Jason! Chyba pierwszy raz w życiu się do czegoś przydał...
-Cześć- powiedziałam z pokerową twarzą, wchodząc do samochodu. Starałam się opanować łzy, które same cisnęły mi się do oczu.
-Hej, chłopie- odparł, naciskając pedał gazu- Co Ci się stało w rękę?
Poczułam ciepły strumień na twarzy i szybko się odwróciłam w stronę okna.
-Nic takiego, przewróciłam się i już.- Nie mogę mu powiedzieć, co, jeżeli ten psychol zrobi coś jedynej osobie, która jest dla mnie ważna?
-Co się dzieje, Jas? Problemy z chłopakiem?- jedną rękę położył na moim ramieniu.
Dokładnie, zgadł.
-Tak... mniej więcej. Słuchaj, jutro chyba nie pójdę do szkoły, źle się czuję...- skłamałam.
-Okej, jak chcesz. Wiesz, jak dla mnie mogłabyś w ogóle nie chodzić do szkoły, ale jestem za Ciebie odpowiedzialny i tak dalej...- uśmiechnął się pod nosem. Trajkotanie braciszka uważam za otwarte.

Rzuciłam się na łóżko z płaczem, przytulając do siebie zdjęcie moich rodziców. Tak bardzo mi ich brakuje... Czasami po prostu myślę, jaką osobą byłaby, gdyby nadal byli ze mną. Nie opuściłabym się w nauce, a moich ud i nadgarstków nie spowijałyby blizny.
To wszystko zaczyna mnie męczyć. Nagle od nadmiaru problemów poczułam się cholernie zmęczona, i.... i zasnęłam.
___________________________________________________________________________________
Cześć, jestem Julka, ale kogo to w ogóle interesuje? :D
Jest pierwszy rozdział, jestem z niego zadowolona, a szczególnie z części, którą napisała moja genialna współautorka, powitajcie Anitkę! *oklaski* Dziękuję, dziękuję. No, właśnie, jeżeli komuś się spodobało, zostawcie komentarz. 8) xx Julcia~

Cześć, jestem Anita! *cześć Julga, ja tego wcale nie skopiowałam*
Pierwszy rozdział, yay! Ja chciała tylko dodać abyście zobaczyli bohaterów. *na samym dole jest zakładka* Tak więc, dobranoc! XD Anitga. xo